| Problemy, nieporozumienia par małżeństw |
|
|
|
| Autor: HUMANUS | |
| 04.11.2009. | |
Związek dwojga ludzi to nieustanna konfrontacja dwóch różnych światów, różnych potrzeb, doświadczeń i oczekiwań. Jednym ze sposobów radzenia sobie z owymi różnicami jest kompromis, a drogą do niego – otwarta komunikacja.
Komunikowanie się to wyrażanie naszych potrzeb, życzeń, myśli uczuć, wyobrażeń i oczekiwań. To także umiejętność słuchania. Komunikujemy się ze światem także wtedy, gdy milczymy. Wysyłane przez nas komunikaty zawarte są w gestach, ułożeniu ciała, wyrazie twarzy. Problem polega tylko na tym, że sygnały niewerbalne bywają często źle rozumiane, ponieważ odczytywane są przez odbiorcę poprzez pryzmat jego pragnień, obaw i przekonań. Sprawne i otwarte komunikowanie się jest jednym z warunków dobrego funkcjonowania związku.Dobra komunikacja jest szczególnie istotna wówczas, gdy na horyzoncie jawi się widmo konfliktu. W takiej sytuacji ważne jest, aby nasz sposób artykułowania problemu nie przerodził się w atak na partnera lub coś, co mogłoby być za atak poczytane. Prawidłowo sformułowany komunikat powinien zawierać trzy elementy: sprecyzowanie problemu, komunikat o naszych emocjach wywołanych przez zaistniały problem, prośbę o – na przykład – zmianę sposobu reagowania, ze wskazaniem na zachowanie, jakie w naszym odczuciu byłoby pożądane: „Kiedy wczoraj wieczorem nie zadzwoniłeś, nie powiedziałeś, że spóźnisz się na kolację, było mi bardzo przykro. Poczułam się zlekceważona. Chciałabym, żebyś w przyszłości dzwonił i uprzedzał mnie o spóźnieniu.” zamiast: „Jesteś wrednym egoistą, nigdy nie przywiązywałeś wagi do moich potrzeb, świata nie widzisz poza końcem własnego nosa”. Partner, zaatakowany, zacznie się natychmiast bronić, niewielką wagę przywiąże do istoty problemu i najprawdopodobniej nie będzie zainteresowany naszym stanem emocjonalnym. Tym bardziej nie będzie zainteresowany zmianą własnego zachowania. Duża ilość złośliwych docinków i uwag krytycznych o wyraźnie destrukcyjnym charakterze („Ty zawsze coś zepsujesz.”, „Nigdy nie można na Ciebie liczyć.”, „Jesteś bezmyślnym egoistą.”, „Do niczego się nie nadajesz.”) jest często sygnałem, że związek jest w niebezpieczeństwie i chyli się ku upadkowi. Równie istotna jest umiejętność słuchania, to znaczy dawania drugiej osobie do zrozumienia, że potrafimy spojrzeć na problem z jej punktu widzenia, dobrze ją rozumiemy i potrafimy zaakceptować jej emocje. Załóżmy, że etap nabywania umiejętności komunikacyjnych mamy już za sobą. Przed nami jawi się wiec poszukiwanie rozwiązania problemu, czyli budowanie kompromisu. Na początek kilka rad. Gdy chcesz rozmawiać z partnerem, usiądź obok niego. Siedząc naprzeciwko, możecie łatwo zaangażować się w spór. Ulokowani obok siebie, siedzicie niejako „naprzeciw” problemu. Ustalcie reguły (krytyka danego pomysłu zamiast krytyki osoby, zakaz podnoszenia głosu, itp.). Negocjując, szukajcie wspólnych korzyści. Pytaj partnera o preferencje i miej odwagę artykułować własne. Skoncentrujcie się na problemie, nie na próbach zmuszenia się nawzajem do ustępstw. Dbajcie o wzajemną uczciwość. Poszukujcie najbardziej efektywnych rozwiązań. Ważne jest przedyskutowanie tego, jak każde z Was odbiera i ocenia Waszą sytuację. Spróbujcie, każde z osobna, określić, co jest źle, jakie są symptomy problemu, co chcielibyście zmienić. Ustalcie, jak każde z was widzi przyczyny powstania problemu i jakich spodziewa się przeszkód na drodze rozwiązywania go. Spróbujcie określić, co można zrobić, aby dać sobie radę z problemem tak, żeby było to rozwiązanie możliwie najbardziej korzystne dla obu stron. Negocjowanie w związkach partnerskich jest niewątpliwie zajęciem żmudnym, czasochłonnym i bolesnym. Trzeba bowiem odstąpić od roszczeń, ograniczyć pragnienia, rozstać się z długo hołubionymi wizjami rozwiązań. Na szczęście, tak jak w przypadku każdej czynności, praktyka czyni mistrza, a satysfakcja z osiągniętych w ten sposób efektów działa wyraźnie wzmacniająco. Istnieją jednak sytuacje, gdy szanse na osiągnięcie kompromisu są niewielkie. Dzieje się tak na przykład wtedy, gdy jedna ze stron jest zdecydowanie bardziej zaangażowana emocjonalnie niż druga. Osoba mniej zależna uczuciowo może sobie pozwolić na dyktatorski ton, sądząc, że żaden opór nie zaistnieje, a stosując odpowiednią strategię, można wymusić na partnerze dowolne warunki. Partner takiej osoby będzie się starał podporządkować, choćby po to, żeby uniknąć otwartego konfliktu, który mógłby zachwiać podstawami związku, opartego skądinąd na utrwalonym braku równowagi. Nie oznacza to oczywiście, że osoba ulegająca będzie tą sytuacją usatysfakcjonowana. Istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że zdoła się z nią pogodzić. W każdym związku istnieją takie chwile i sytuacje, gdy negocjacje i kompromis na nic się zdają. Dotyczy to tych fragmentów rzeczywistości, na które żadne z partnerów, mimo najlepszych chęci, nie ma wpływu. Satysfakcja, jaką możemy osiągnąć w relacjach z innymi, a szczególnie w relacjach partnerskich, zależy między innymi od tego, na ile potrafimy zaakceptować to, czego zmienić się nie da. Szczególnym przypadkiem jest sytuacja, w której kompromis miałby dotyczyć istotnych dla nas wartości, na przykład etycznych. Praktykowanie sztuki kompromisu jest przejawem szacunku dla samego siebie i dla partnera. Jest również wyrazem naszego zaangażowania w budowanie zdrowego związku. A na taki luksus warto sobie pozwolić. Mamy różne nawyki i doświadczenia. Inne rzeczy i wydarzenia są dla nas trudne, inaczej też widzimy nasze wspólne problemy. Szczególnie w początkowej fazie związku świat mój i świat partnera to dwa różne światy, w których pod tymi samymi pojęciami kryją się często odmienne treści. Jeśli nie opowiemy sobie swoich światów, może dojść między nami do bardzo wielu nieporozumień. Jeśli zaś wojna domowa nie jest naszym ulubionym sposobem spędzania wolnego czasu, to warto poszukać innych rozwiązań dla naszych sporów. Kasia nie lubi siebie. Czuje się winna wszystkim porażkom, jakich doświadcza. O sukcesach (i to niemałych) mówi: „Udało mi się, znowu miałam szczęście.” Marek jako nastolatek stracił w wypadku samochodowym oboje rodziców. Bardzo chciałby mieć rodzinę, być kochany. Kasia: „Do kina chodzimy na filmy, które wybiera mój partner, Łukasz. Mnie się marzy rozgrzany piasek, ale wakacje zawsze spędzamy bardzo aktywnie, bo tak chce mój partner. Nawet posiłki jemy wtedy, gdy on jest głodny.” Marek: „Moja żona, Małgosia, po urodzeniu Marysi przeniosła się do swoich rodziców. Powiedziała, że nie wróci, dopóki nie pozbędę się swojego psa. Przecież wiążąc się ze mną wiedziała, że mam zwierzaka. Tyle pracy i serca w niego włożyłem... Teraz Małgosia uznała, że pies brudzi, a ona nie ma zamiaru po nim sprzątać. Oddam go, bo nie mam innego wyjścia. Chcę, żeby żona i córka wróciły do domu. Zastanawiam tylko się, czego Małgosia zażąda ode mnie następnym razem?” Historie związków Kasi i Marka, tak jak wielu innych im podobnych, to dzieje ulegania, wynikającego z przeświadczenia, że nie można inaczej, z rezygnacji z własnych potrzeb na rzecz partnera. Wynik przekonania, że nie zasługuje się na nic lepszego. Kasia i Marek ulegają, bo wydaje im się to jedynym sensownym sposobem zachowania. Sądzą, że tak trzeba. Z nieustannej obawy przed rozpadem związku, gotowi są posunąć się niezwykle daleko w swoich ustępstwach. Z lęku przed odrzuceniem, rezygnują z własnych potrzeb, bo chcą być kochani i szanowani, chcą sprostać wymaganiom, jakie stawia im partner. Paradoksalnie, poprzez uległość – a co za tym idzie – zakłócenie symetrii układu, zwiększają prawdopodobieństwo, że ich związki okażą się równie nietrwałe, jak wiele innych. Dzieje się tak, ponieważ w większości związków toczy się – mniej czy bardziej jawna – walka o dominację. Jeśli walka ta zakończy się sukcesem jednej ze stron, to z dużą pewnością można przewidywać, że z czasem dojdzie do zaniku więzi emocjonalnej między partnerami. Partner zwyciężający zazwyczaj przestaje interesować się partnerem podporządkowanym. Bywa też tak, że walka trwa latami, stając się sposobem na wspólne życie. W związku panuje względna równowaga, ale tylko dlatego, że siły obu stron są względnie wyrównane. Jeśli ktoś lubi walczyć, żyć w nieustającym napięciu i oczekiwaniu na to, co tym razem wymyśli partner, jeżeli obie strony akceptują istniejącą sytuację, jeżeli nieustanną próbę sił traktują jako źródło darmowej rozrywki, to nic nie stoi na przeszkodzie, by budować właśnie taki typ relacji partnerskiej. Jeśli zaś wojna domowa nie jest naszym ulubionym sposobem spędzania wolnego czasu, to warto poszukać innych rozwiązań dla naszych nieporozumień. Jednym z nich jest obustronne ograniczenie zapędów w walce o dominację i świadoma, aktywna obrona przed każdym posunięciem, które może zagrozić zakłóceniem symetrii i harmonii w związku. Innymi słowy – dbanie o równowagę. W tym, o równowagę w zaspakajaniu potrzeb obojga partnerów. Do tego celu służy nam właśnie kompromis. Kompromis to ugoda, polubowne rozwiązanie sporu, osiągnięte na drodze wzajemnych ustępstw. Kompromis to przedyskutowanie życzeń każdego z partnerów i negocjowanie możliwych do przyjęcia dla obu stron rozwiązań. To wzajemne porozumienie, umożliwiające osiągnięcie korzyści: realizacji wspólnie wytyczonego celu przy minimum strat, w tym strat emocjonalnych – wzajemnego żalu i nawarstwiających się urazów. Rozwiązanie z pozoru niezwykle proste, tylko jak je zrealizować? Pierwszą przeszkodą, stojącą na drodze kompromisu, jest rozbieżność potrzeb obojga partnerów. Rozbieżność ta jest jednak czymś jak najbardziej naturalnym. Tak jak naturalne są różnice dotyczące stylu życia, przyzwyczajeń, poglądów, jak różne są nawyki związane z codziennością. W naszych domach rodzinnych nieco inaczej wyglądały przygotowania do świąt Bożego Narodzenia, inne były zasady dotyczące planowania urlopu, inaczej podejmowało się decyzje dotyczące wydawania pieniędzy czy zakupu kanapy. Być może inaczej gotowało się zupę pomidorową. Mamy różne nawyki i doświadczenia. Inne rzeczy i wydarzenia są dla nas trudne, inaczej też widzimy nasze wspólne problemy. I choć może się to wydać nieprawdopodobne, nie zawsze mamy świadomość owych różnic. Szczególnie w początkowej fazie związku świat mój i świat partnera to dwa różne światy, gdzie pod tymi samymi pojęciami kryją się często odmienne treści. Jeśli nie opowiemy sobie swoich światów, może dojść między nami do bardzo wielu nieporozumień. Jedynym sposobem uniknięcia nieporozumień, spowodowanych takimi różnicami, jest otwarta komunikacja. Jest to umiejętność wyrażania wprost swoich pragnień, umiejętność mówienia o uczuciach, również tych powodowanych reakcjami partnera. Bardzo ważne, by robić to w sposób nie raniący go, pozwalający mu na wysłuchanie tego, co mamy mu do powiedzenia, bez prowokowania go do wybuchów złości. Otwarta komunikacja ma na celu porozumienie się z drugą osobą, nie zaś rozładowanie własnych, negatywnych emocji kosztem drugiego człowieka. Jest niezbędnym elementem uzyskiwania porozumienia i wypracowywania kompromisowych rozwiązań w sytuacji różnicy potrzeb istniejącej pomiędzy partnerami. |

| O nasZarządKonstytucjaCzłonkostwoWspieraj nas |